Autorzy
STUDIO ACAPULCO
BEATRICE ALEMAGNA
ADA AUGUSTYNIAK
BAOBABY STUDIO
EDGAR BĄK
FREDERIQUE BERTRAND
EDYTA BIELAŃSKA / BAOBABY STUDIO
BLEXBOLEX
KATARZYNA BOGUCKA
MARC BOUTAVANT
JAN BRZECHWA
MACIEJ BUSZEWICZ
Marine Carteron
DELPHINE CHEDRU
IWONA CHMIELEWSKA
DAMIAN CHOMĄTOWSKI / EDGAR BĄK STUDIO
ANNA CZERWIŃSKA-RYDEL
MARIA DEK
ASTRID DESBORDES
BARBARA DUBUS
ANNE-FLORE DURAND
EDGAR BĄK STUDIO
ANTONIN FAURE
ANNA FERENSTEIN-MŁOKOSIEWICZ
BRUNO GIBERT
MICHAŁ GOREŃ
MAŁGORZATA GUROWSKA
MONIKA HANULAK
MARTA IGNERSKA
JAKUB JANKOWSKI
OLA JASIONOWSKA
Ludwik Jerzy Kern
MAGDALENA KŁOS-PODSIADŁO
KATSUMI KOMAGATA
MARTA KOPYT
WITEK KOROBLEWSKI
AGNIESZKA KOWALSKA
AGATA KRÓLAK
GRAŻKA LANGE
MICHAEL LEBLOND
LAURA LEUCK
Alicja Listwan
PAWEŁ ŁAPIŃSKI
LECH MAJEWSKI
MADALENA MATOSO
ISABEL MINHOS MARTINS
PIOTR MŁODOŻENIEC
JACEK MULCZYK-SKARŻYŃSKI
Anna Niemierko
MAŁGORZATA NOWAK / ACAPULCO STUDIO
JOANNA OLECH
Robert Oleś
URI ORLEV
ANETA PAŹDZIOR
MELANIE RUTTEN
MARTYNA SKIBIŃSKA
EWA SOLARZ
JANUSZ STANNY
Przemysław Szczur
AGATA SZYDŁOWSKA
SZYMON TOMIŁO
ANNA TOPCZEWSKA
IRENA TUWIM
JULIAN TUWIM
MAŁGORZATA URBAŃSKA
HENNING WAGENBRETH
JUSTYNA WRÓBLEWSKA
WytwórniaWytwórcyKsiążkiBlogDystrybucja

Anna Niemierko
Grafik
Urodzona w Warszawie.
W 2003 ukończyła studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych Warszawie (pracownia Projektowania Książki).

Obecnie pracuje jako grafik – freelancer. Specjalizuje się w grafice wydawniczej (głównie ilustracja, projektowanie książek i znaczków pocztowych).

Jej klienci to: Polkomtel, Poczta Polska, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Wydawnictwo Szkolne PWN, Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Wydawnictwo Wytwórnia (książki oraz oprawa graficzna katalogów), Oficyna Wydawnicza Multico, Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co, Fundacja Centrum Solidarności.
Brała udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych oraz zdobywała nagrody
i wyróżnienia w konkursach w kraju i zagranicą (m.in. 2005-2008: wyróżnienia w konkursach IBBY na Książkę Roku, wyróżnienia i nagrody w konkursach PTWK; 2008: BolognaRagazzi Award na targach książki we Włoszech ; 2008: I nagroda w międzynarodowym konkursie filatelistycznym w Asiago, Włochy; 2009: srebrny medal w międzynarodowym konkursie Vidical, srebrny medal na targach książki w Seulu).
Kontakt: niemierko@gmail.com
tel. 600 273 246

„Bez przymilania się dzieciom” – wywiad Beaty Kęczkowskiej z Anną Niemierko

Beata Kęczkowska: Co pani zdaniem jest najważniejsze w ilustracji dla dzieci?

Anna Niemierko: Osobiście - żeby mieć satysfakcję z tego, co się robi. Jeżeli ja się z czymś męczę i uważam, że to nie będzie dobre, to przecież i odbiorca to wyczuje. Trzeba trzymać jakiś poziom. Uciekam przed dosłownością, dosadnością, dokładnością. Staram się tego unikać, tak często się chce coś za bardzo nazwać. Zabiera się miejsce wyobraźni.

Cenię sobie, gdy ilustracja dla dzieci nosi w sobie cechy dzieła artystycznego, jest sama w sobie czymś wyjątkowym, chociaż akurat sama robię projekty, gdzie obraz i tekst są równoważne, wiec nie jestem ilustratorem w tradycyjnym rozumieniu. Nie lubię też infantylizacji ani przymilania. Dorosłemu wydaje się często, że wie lepiej, co ma dzieciom się podobać, i robi coś, tylko nikt potem nie wie, po co to jest. Grafik wybiera jakąś tam stylistykę tylko dlatego, że musi zarobić pieniądze, żeby przypodobać się wydawcy, który coś sobie wyobraził, ale naprawdę nikt nie jest z tym szczęśliwy. To jest najgorsza sprawa, jaka może być. Najważniejsza jest szczerość w ilustracji. We wszystkim zresztą, to dotyczy całego projektowania.


Oprócz ilustrowania książek zajmuje się też pani projektowaniem znaczków pocztowych. To fajne zajęcie?

- Książki są ulubione, ale staram się trochę urozmaicić pracę, lubię, jak się dużo dzieje. Projektowanie znaczków to bardzo miłe, sympatyczne i drobiazgowe zajęcie, aczkolwiek nie tak proste, jak się wydaje. Wszystko jest malutkie, każdy milimetr jest ważny. Robiąc dużą książkę z wieloma ilustracjami, na pewne rzeczy można przymknąć oko, a tu tak się nie da, musi być idealnie, pole manewru jest bardzo ograniczone. To trochę taki sprawdzian z projektowania. Każde przesunięcie natychmiast widać. Bardzo mnie ucieszyło, gdy w 2008 roku mój znaczek dostał I nagrodę w międzynarodowym konkursie filatelistycznym w Asiago we Włoszech.


Do kogoś się pani odnosi w swoich pracach?

- Staram się nie odnosić. Gdy się kogoś szanuje, lubi i często ogląda jego prace, łatwo popaść w naśladownictwo, mimowolnie złapać podobny styl. Szanuję i uwielbiam całą plejadę polskich grafików z lat 60. To jest nieskończone źródło inspiracji, coś niesamowitego i jednocześnie przykład, że ludzie, którzy tworzyli ciekawe plakaty, opracowania książek dla dorosłych, sztuk teatralnych tę samą stylistkę przenieśli do książek dla dzieci i nic ani nikt na tym nie tracił. Nie zmieniali nagle swojego warsztatu po to, żeby komuś dogodzić, tylko stosowali te same środki i okazywało się, że to znakomicie funkcjonuje w ilustracji dziecięcej. Ze współczesnych, z naszego grona cenię Monikę Hanulak. Jest bezbłędna, co w połączeniu z jej skromną osobą daje niesamowity efekt. Zawsze widać, że to ona zrobiła, ale za każdym razem, przy każdym projekcie jest to coś innego. Nie pracuje tak samo, stara się zmieniać środki. Lubię też szalone rysunki Marty Ignerskiej i prace Ani Ładeckiej. Mam także kilka ulubionych zagranicznych wydawnictw i gdy jeżdżę na targi do Bolonii, to mam ochotę kupić niemal wszystko, co mają nowego: choćby indyjskie Tara Books, włoskie Corraini, francuskie Memo, no i wydawnictwa koreańskie, japońskie - mistrzowsko wydrukowane, zaskakujące... w sumie długo by można wymieniać. Interesują mnie książki - dzieła sztuki, piękne edytorsko, nieoczywiste. U nas, niestety, takich książek jeszcze nie ma. Nie ukrywam, że marzy mi się książka, która dzieje między kartami, nie opowiada dosłownie, niesie energię przez obraz. Może kiedyś się na to zdobędę.

Jaka jest najważniejsza książka, jaką dotąd pani zrobiła?


- Mam duży sentyment do "Tuwima" przez to, że się wokół niego tyle działo. To była nietypowa, duża książka, dużo nas przy tym projekcie pracowało i wyszła nam wyjątkowa książka, która moim zdaniem wiele zmieniła w myśleniu o ilustracji, książce dla dzieci. Niektórzy się oburzali, że się rzuciłyśmy na Tuwima, że go zbezcześciłyśmy, ale tak naprawdę był to kolejny krok ku temu, że teraz takie książki już nikogo nie szokują albo szokują mniej. Proszę zobaczyć, ilu jest wydawców, ilu młodych ilustratorów, może nie są oni wszyscy awangardowi, ale są, coś robią, promują inną stylistykę. I dzięki temu wszyscy jakoś się przełamujemy. Przestają dominować postdisneyowskie maszkarony, jest większa różnorodność. Nie chodzi przecież o to, żeby to się wszystkim podobało, komuś może być bliższa przecież bardziej klasyczna ilustracja. Ale to jest tak jak z ubraniami, ktoś lubi szary T-shirt z haemu, a ktoś inny bluzkę z cekinami jak od znanego projektanta. Są różni odbiorcy, jest więc różnica jakościowa, stylistyczna. To samo powinniśmy mieć i w książkach.

Słyszałam opinie zagranicznych wydawców, że to, co u nas się dzieje, jest ciekawe. Na zachodzie rynek książek jest ułożony, karty są rozdane, a my walczymy, jeszcze się coś zdarza, jest pewien ferment. Więc dobrze, gdy się komuś coś nie podoba, to znaczy, że jest o co walczyć, że są wyzwania.

Jaką książkę chciałaby pani zrobić?

- Mam pewien tekst, taką trochę bajkę filozoficzną. Siedzi w komputerze, mierzę się ciągle z nią. Dwa teksty czekają także w Wytwórni. Raczej nie mam swoich idealnych, wymarzonych książek, lubię w tej kwestii niespodzianki. I cieszę się, bo ostatnio na urozmaicenia nie narzekam. Aktualnie jest teraz w druku dość nietypowa, bo fotograficzna książka dla dzieci, do której robiłam opracowanie graficzne. Pracuję też nad bardzo ciekawym przewodnikiem po Warszawie, w bardzo ciekawym, damskim towarzystwie - ale to już dla dorosłych. Efekt zobaczymy w przyszłym roku, ale już sama się nie mogę doczekać!

Na pewno chciałabym projektować więcej dla dzieci - niestety, brakuje inspirujących, wartościowych tekstów do zrobienia.

Sądzę, że to stąd tak dużo osób sięga po pewniaki - Tuwima, Brzechwę, Grimmów. Teksty współczesne często bywają płytkie, nieudolne warsztatowo. Jakby się wydawało, że skoro to dla dzieci, to każdy napisze, bo każdy dzieckiem był, wiele osób je ma i już tylko to wystarczy.

W efekcie mamy ogromną jakościową dysproporcję między młodymi grafikami a młodymi pisarzami.

Przyznaję, grafika poszła do przodu.

- Za tym stoi praca małych wydawnictw, o książkach dla dzieci zaczęło się mówić, one zaczęły jakoś istnieć. Otworzyliśmy się też bardziej na świat. Gdy studiowałam, nie traktowałam internetu jako źródła informacji. To się bardzo zmieniło, obecnie można w nim znaleźć niesamowite rzeczy, sprawdzić, co robią inni, porównać się z rówieśnikami. To pobudza wyobraźnię, napędza. Zobaczyliśmy, jak inni pracują, mamy z tym kontakt na co dzień. Nie da się też pominąć faktu, jak rozrasta się pracownia Ilustracji na warszawskiej ASP.

Powoli zmienia się też u nas tematyka książek dla dzieci.

- O tak, zdecydowanie książki zaczynają teraz przełamywać tematykę dawniej istniejącą jako tabu. To jest na pewno dobre zjawisko, choć jego skala powoduje, ze czasem mam wrażenie, iż powoli staje się ono wręcz jakąś modą. A to też niedobrze, gdy mamy przegięcie w druga stronę; klasyczne bajki i opowiadania są jak najbardziej potrzebne. Bo tak naprawdę temat może być niepozorny - często to forma nadaje cały smak.

Dość dawno na targach książek zetknęłam się z pewną japońska oficyną, która wydała serię książek o strupach, o piersiach, o włosach. W bardzo prostej, ciekawej formie graficznej pokazują one, jacy jesteśmy, że np. ktoś ma włosy proste, a ktoś kręcone, jeden rude, drugi blond, a tatusiowi rosną włosy na ręce albo w nosie. I nie chodziło tu o epatowanie "dziwną tematyką" czy o prowokacje, ale o ukazanie różnorodności świata, w którym piękno i brzydota to pojęcia tak naprawdę względne, o obudzenie pewnego zmysłu obserwacji i uwrażliwienie na to, co wokół. U nas to książki, które mimo wszystko budzą ciągle dużo emocji. Wydanie przez Hokus-Pokus "O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę" wywołało aferę. A przecież to jak najbardziej tradycyjna książka z klasycznymi ilustracjami! Z dzieciństwa pamiętam, ze bracia Grimm opisywali, jak siostry Kopciuszka, przymierzając pantofelek, obcinały sobie pięty. Dylemat kreta w porównaniu z obciętą piętą jest czymś banalnym.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 23 sierpnia 2010











szukaj
Twój koszyk           In English

Wytwórnia KONTAKT

, więcej »